Stygmatyzacja św.Franciszka
Żywa ikona „ Miłości Ukrzyżowanej”
 
Każdy pielgrzymujący do miejsc związanych z osobą św. Franciszka z Asyżu, przybywając do Sanktuarium położonego na górze La Verna, nad wejściem może przeczytać napis:
Przez poznanie Chrystusa… i przez udział w Jego cierpieniach w nadziei, że upodabniając się do Jego śmierci dojdę do pełnego powstania z martwych” (Fl 3,10)
Misterium Stygmatów.
Rany Chrystusowe nosił na sobie św. Franciszek.
Stygmaty pełne chwały.
Stygmaty, od których życie Boże spłynęło na całą ziemię.
Jezu, mój Panie, pozwól mi współuczestniczyć w Twojej Męce!
 
W całym życiu Franciszka trudno nie dostrzec jego wielkiej miłości do Chrystusa i to w szczególności Chrystusa Ukrzyżowanego. Ubertino z Casale relacjonuje, że w Uroczystość Podwyższenia Krzyża Franciszek modlił się: Panie, proszę Cię, niech płomienna i słodka moc Twojej miłości wyrwie mnie i uwolni mnie od wszelkich spraw ziemskich, abym umarł z miłości ku Twojej miłości, jako Ty raczyłeś umrzeć z miłości dla mojej miłości. Choć Biedaczyna nie dostąpił łaski męczeństwa dla Chrystusa, to Bóg obdarzył go łaską ponad wszelkie łaski – upodobnienia do swego Syna poprzez stygmaty.
Te cudowne znamiona Męki Pańskiej nosiło wielu innych świętych i mistyków (Karol z Sezze, Aniela z Foligno, Małgorzata z Kortony, O. Pio…). Niekiedy były to tylko ślady korony cierniowej (św. Katarzyna ze Sieny, św. Weronika Giuliani) lub rana od pojedynczego ciernia na czole (św. Rita z Cascii). Jednak za jednego z pierwszych stygmatyków uważa się św. Franciszka z Asyżu, który otrzymał stygmaty na dwa lata przed śmiercią, w roku 1224, podczas czterdziestodniowego postu ku czci św. Michała Archanioła, odprawianego na górze La Verna. „Około święta Podwyższenia Krzyża – jak relacjonuje św. Bonawentura - Franciszek modlił się na zboczy góry”, podczas samotnej modlitwy przeżył tajemniczą wizję. Ukazała mu się podobizna ukrzyżowanego człowieka, mającego ręce i nogi rozciągnięte na podobieństwo krzyża i do niego przybite….
To nadzwyczajne zjawisko pozwoliło Franciszkowi zrozumieć, że tego rodzaju wizja została ukazana jego oczom przez Opatrzność Bożą, aby przyjaciel Chrystusa poznał wcześniej, że nie przez męczeństwo ciała, ale przez żar duszy ma być zupełnie przemieniony na podobieństwo Ukrzyżowanego Chrystusa.
W Legendzie Większej św. Bonawentura podkreśla, że od momentu stygmatyzacji Franciszek płonął wewnętrznym ogniem, który promieniował także na zewnątrz, tak iż Biedaczyna potrafił dotknięciem dłoni rozgrzać jednego ze swoich towarzyszy, aby mógł spać pośród kamieni i śniegu nie czując zimna.
To właśnie ogień miłości jest pierwszym wewnętrznym skutkiem stygmatyzacji, obok którego wielu autorów książek przechodzi obojętnie. Tymczasem spotkanie z Ukrzyżowanym Serafinem ma na celu nie tylko zewnętrzne upodobnienie do Chrystusa, ale raczej wlanie w serce Franciszka heroicznej miłości, która odtąd będzie go spalać jako żertwę ofiarną.
Jeżeli chodzi o zewnętrzny wygląd stygmatów, to jak zgodnie opisują pierwsi biografowie Biedaczyny z Asyżu, jego dłonie i stopy były przebite gwoździami, które tkwiły w ranach w ten sposób, że główki znajdowały się po wewnętrznej stronie dłoni, a zewnętrznej stóp, natomiast zaostrzone końce, widoczne po stronie przeciwnej, były tam zagięte bądź zaklepane. Rany i gwoździe pozostały widoczne także po śmierci św. Franciszka i w dniu pogrzebu stały się przedmiotem czci oddawanej jego ciału przez mieszkańców Asyża. Zapisy biograficzne podają świadectwo pewnego rycerza imieniem Hieronim, który - odczuwając pewne wątpliwości, co do autentyczności stygmatów – w wielkim podnieceniu i śmiało wobec braci poruszał gwoźdźmi, własnymi rękoma dotykał rąk, nóg i rany u boku Świętego, a gdy w ten sposób przekonał się o prawdziwości owych znaków Męki Chrystusowej, usunął ranę wątpliwości i potwierdził to złożeniem przysięgi, dotykając Ewangelii.
Franciszek czując się niegodnym otrzymanego daru i obawiając się rozgłosu starał się ukrywać stygmaty. Tomasz z Celano w Życiorysie Drugim poświęca aż cztery rozdziały na epizody ukazujące, jak Biedaczyna za wszelką cenę starał się ukrywać stygmaty nie tylko przed ciekawskimi ludźmi, ale i przed współbraćmi. Nosił odtąd na nogach skarpety, na dłonie zaś zsuwał rękawy tak, że widoczne były tylko końce palców. Brat Tomasz zaznacza, że ranę boku za życia Świętego zobaczył tylko jeden z jego towarzyszy, kiedy zdejmował mu habit, aby go wyprać, a z przekazu św. Bonawentury wynika, że widział ją również br. Eliasz - ówczesny przełożony generalny Braci Mniejszych.
Jak zaznaczają biografowie, Biedaczyna tylko bardzo ogólnie mówił najbliższym towarzyszom o niezwykłym przeżyciu, które miało miejsce na górze La Verna, pytając ich o radę, jak ma dalej postępować. Wówczas brat Illuminat odpowiedział: tajemnice Boże są ci niekiedy objawione nie tylko ze względu na ciebie, ale także ze względu na innych. Wydaje się więc, że dlatego słusznie należy się obawiać, abyś nie ukrył tego, co otrzymałeś dla pożytku innych i za ukrycie tego talentu nie był zganiony podczas sądu. Św. Franciszek dzieli się więc widzeniem z najbardziej zaufanymi braćmi, którzy w ten sposób poznają pochodzenie ran znajdujących się na jego dłoniach i stopach. Stygmaty nabierają w ten sposób znaczenia apostolskiego, przekonywując ludzi, że całkowite upodobnienie do Chrystusa jest możliwe.
Św. Bonawentura w Legendzie Większej, podaje interesującą interpretację teologiczną stygmatów św. Franciszka. Poprzez nawiązanie do tekstów z Pisma Świętego, Doktor Seraficki ukazuje górę La Verna jako Górę Przemienienia oraz górę Horeb. Spędziwszy tam jak Mojżesz czterdzieści dni, św. Franciszek schodzi przemieniony na obraz Pana naszego Jezusa Chrystusa, a jako Zakonodawca znosi na dół znak przymierza wypisany nie na tablicach kamiennych, ale na swoim ciele.
Zasadą życia Braci Mniejszych, którą ukazuje stygmatyzowany Franciszek, jest zatem naśladowanie Chrystusa ukrzyżowanego. Dla św. Franciszka z Asyżu stygmaty są jakby pieczęcią Boga potwierdzającą ostatecznie jego powołanie, są ukoronowaniem i szczytem życia wypełnionego miłością do Miłości Ukrzyżowanej – Jezusa Chrystusa.
 
o. Samuel Cegłowski ofm






Komentarze do tej strony:
Komentarz pochodzi od JEZUS( ), 22.02.2017, o 12:58 (UTC):
Wszyscy wyszliśmy z cipki

Komentarz pochodzi od JEZUS( ), 12.02.2017, o 13:20 (UTC):
z ptaka też można kogoś zastrzelić

Komentarz pochodzi od JEZUS( ), 26.04.2016, o 08:42 (UTC):
Stygmaty ? Trzy dupy i cipa

Komentarz pochodzi od JEZUS( ), 25.04.2016, o 18:00 (UTC):
To masz z a kwi nu7... Ojciec Samuel to święty

Komentarz pochodzi od Ty wiesz kto( fdsgfds|wd.pl ), 19.09.2015, o 12:31 (UTC):
Zboczeniec Samuel Walił mi konia i wkładał mi palce do tyłka. Kazał mi się przed nim onanizować. NIc dziwnego że kościół upada



Dodaj komentarz do tej strony:
Twoje imię:
Twój adres email:
Twoja wiadomość:

Reklama
 
 

Czekamy na wasze zaproszenia
 
 
 
jesteś 113412 odwiedzający (275735 wejścia) Zapraszamy ponownie
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=