fr. Oskar
Jak to się stało, że został brat franciszkaninem? Pytają dzieci, pyta młodzież i pytają starsi. Zazwyczaj dodają wtedy: co to jest powołanie? Usłyszał brat jakiś głos? Skąd brat wiedział, że to akurat to... itd. Lubię te chwile, kiedy pytają. Widzę w oczach pytających niezwykłą ciekawość i fascynację. Muszę jednak powiedzieć, że mówienie właśnie o swoim powołaniu przynosi mi największą trudność. Nie dlatego, że miałbym coś do ukrycia, ale dlatego że mam świadomość, iż dotykam niezwykłej tajemnicy, niezwykłego daru, którego źródłem jest sam Bóg.
Wzruszam się i zarazem dostrzegam wielką wagę mojego bycia „tu i teraz”, kiedy słyszę lub czytam słowa Jezusa: Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał (J 15,16). Albo: Nikt sam sobie nie bierze tej godności, lecz tylko ten, kto jest powołany przez Boga jak Aaron (Hbr 5,4). Mówienie o powołaniu na pewno jest spojrzeniem na historię swojego życia. Jednak w tej historii koniecznie trzeba zauważyć działanie Jezusa. Mogę zatem z ogromnym przekonaniem powiedzieć, że mówienie o powołaniu jest opowiadaniem o Jezusie. To jest z ogromną pewnością opowiadanie o Miłości.
Kiedy byłem młodszy, to znaczy kiedy chodziłem do liceum, miałem wiele pytań do samego siebie, jak również do Pana Boga. Bardzo dobrze..., dzisiaj wiem, że młody człowiek musi pytać, musi trochę buntować się... ale musi zarazem szukać odpowiedzi, właściwych odpowiedzi.
Pamiętam, że kiedy chodziłem ulicami miasta zastanawiała mnie obecność ludzi biednych, cierpiących, potrzebujących. Kiedy oglądałem lub słuchałem w radiu wiadomości przerażały mnie częste informacje o ludziach będących w potrzebie. Pytałem zatem, gdzie w tym wszystkim jest Bóg. Dlaczego Bóg nic nie robi, żeby pomóc...
Bóg na mojej drodze postawił jednak ludzi, którzy byli dla mnie świadkami Jezusa i pełnienia Jego woli. Był to nie tylko mój ks. proboszcz, ale franciszkanie. Częste spotkania w duszpasterstwie młodzieży i powołań na Górze św. Anny pozwoliły mi przyjrzeć się duchowym synom św. Franciszka w życiu codziennym. Okres częstych wyjazdów na Górę św. Anny, aby uczestniczyć w różnych rekolekcjach, Franciszkańskich Dniach Skupienia przyczynił się do zaszczepienia we mnie chęci do budowania swojego życia duchowego na fundamencie sakramentów i Słowa Bożego. Był to czas, kiedy mogłem poznać św. Franciszka, życie zakonne w różnych klasztorach franciszkańskich Prowincji św. Jadwigi Śląskiej. Zachwycony tym sposobem życia pytałem kapłanów, braci, kleryków o formację, o to jak ona wygląda.
Kiedy ukończyłem szkołę i zdałem maturę, nie myślałem jeszcze, że w przyszłości i ja będę ubrany w brązowy habit przepasany białym sznurem. Wiedziałem jednak, że muszę podjąć jakąś decyzję. Potrzebowałem ciszy i spokoju, aby rozeznać. Pamiętam, że pojechałem na Górę św. Anny, aby tam odczytać powołanie i podjąć decyzję. Piękna pogoda sprzyjała refleksji, dlatego udałem się na kalwarię. Pytałem Boga, co mam robić, jaka jest Jego wola. Pamiętam również, że czytałem Pierwszy list św. Pawła do Koryntian, rozdział czwarty. Zrozumiałem wtedy, że nie można powiedzieć, że Bóg nic nie robi dla biednych, cierpiących... ponieważ daje nas – ludzi zdrowych, młodych, pełnych entuzjazmu, abyśmy szli do nich. Jak więc można powiedzieć, że Bóg nic nie robi, skoro daje nas i to my jesteśmy narzędziem w ręku Boga. Zrozumiałem również, że ubodzy dzisiaj to odrzucający Prawdę a przyjmujący kłamstwo bardzo często nieświadomie, przez propagandę, przez nazywanie prawdą to, co nią nie jest...
Zatem zostałem franciszkaninem. Wstąpiłem do Zakonu Braci Mniejszych Prowincji św. Jadwigi Śląskiej. Pojechałem do Wrocławia, bo tam swoją siedzibę ma o. Prowincjał i on przyjął mnie do zakonu. Oczywiście, pomijam już w tym opowiadaniu sprawy formalne (dokumenty, świadectwa, opinia proboszcza, podanie, życiorys...).
Obecnie przygotowuję się do przyjęcia święceń kapłańskich. To już niebawem. Ale chciałbym powiedzieć, że od owego rozeznania powołania do życia w Zakonie Franciszkanów minęło kilka lat i były to lata wspaniałe. Nie żałuję, że poszedłem, gdy Pan wołał mnie. Wołał stawiając na mojej drodze ludzi, którzy byli świadkami Jezusa, świadkami życia braterskiego, wspólnotowego, zakonnego, kapłańskiego...
 
fr Oskar OFM





Dodaj komentarz do tej strony:
Twoje imię:
Twój adres email:
Twoja wiadomość:

Reklama
 
 

Czekamy na wasze zaproszenia
 
 
 
jesteś 112475 odwiedzający (274073 wejścia) Zapraszamy ponownie
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=