Prudnik - Las
Historia Klasztoru Franciszkanów w Prudniku - Lesie - miejsca uwięzienia Prymasa Tysiąclecia Stefana Kardynała Wyszyńskiego
wg broszury wydanej przez Kurię Prowincjonalną OFM we Wrocławiu
 
Początki
 
 

Początki franciszkańskiej obecności w prudnickim lesie wiążą się z postacią O. Lotara, niegdyś alumna prowincji saksońskiej. On to, pragnąc prowadzić życie według surowszej reguły na wzór św. Piotra z Alkantary, udał się z dwoma towarzyszami z Westfalii na Śląsk, gdzie odwiedził ówczesnego arcybiskupa wrocławskiego kardynała Diepenbrocka. Kardynał przejęty cnotami i niepospolitą jego pobożnością zapytał czy nie zechciałby założyć na terenie jego diecezji konwentu rodziny alkantarytów. W odpowiedzi na tę propozycję O. Lotar z towarzyszami przybywa 21 lutego 1852 roku do Prudnika, a stamtąd na Górę Św. Anny, gdzie przez jakiś czas mieszkał. Dzięki pomocy i staraniom prudnickiego proboszcza i dziekana ks. Poppe, alkantaryni uzyskali, w postaci darowizny od mistrza rzeźnickiego, radnego Franciszka Schneidera, 12 morgowy kawałek ziemi, położony w lasku na zachód od miasta.
 
 
22 marca 1852 roku rozpoczęto budowę, w lipcu klasztor był już gotowy, a 9 sierpnia biskup Gustaw Hohelohe poświęcił cały klasztorek z kaplicą. W klasztorze poza kaplicą mieściła się zakrystia, furta, refektarz z kuchnią i 9 małych pokoi .Jednak alkantaryni nie potrafili zaaklimatyzować się na śląskiej ziemi., nie układała się ich współpraca z wrocławskim biskupem tak, że już w lutym 1855 roku, zarówno O. Lotar jak i pozostali alkantaryni musieli z nakazu biskupa wrocławskiego Henryka, opuścić Śląsk. Przez kolejne cztery lata klasztor pozostaje pusty. W 1859 r. zamieszkał w nim pustelnik Wilhelm Weber. Lecz 20 kwietnia 1861 r. fundator, Franciszek Schneider zwraca się z prośbą do ks. Kardynała by klasztor był użytkowany przez franciszkanów. Do prośby tej dołączył się prudnicki proboszcz dodając, że dobrze by było dla dobra wiernych gdyby był wśród nich ktoś mówiący po polsku.
W 1863 roku franciszkanie ówczesnej prowincji saksońskiej objęli kaplicę i klasztor. Pierwszym przełożonym był O. Wiktor Albers rodem z Westfalii. 19 marca 1866 roku został położony kamień węgielny pod nowy kościół poświęcony św. Józefowi. Uroczystego poświęcenia dokonał dnia 17 grudnia proboszcz Nippel.
 

Nie dane było zbyt długo cieszyć się pokojem tego miejsca przybyłym zakonnikom. Już 5 lipca 1875 roku władze pruskie wydały zarządzenie wypędzające z granic państwa wszystkich zakonników pracujących w duszpasterstwie. Dlatego dnia 3 sierpnia tegoż roku bracia konwentu św. Józefa zostali zmuszeni do opuszczenia swojej siedziby. Dopiero 27 kwietnia 1887 roku cesarz Wilhelm I zezwolił na powrót zakonników . W tym też roku 24 września powrócili do św. Józefa bracia Gratian i Meinluph, w uroczystość św. Ojca naszego Franciszka O. Ludwik odprawił w kościele mszę św.
 
W roku 1891 wybudowana została w pobliżu klasztoru Droga Krzyżowa w postaci dużych, murowanych kapliczek, których fundament można jeszcze dziś odnaleźć w pobliskim lasku. Oprócz stacji Drogi Krzyżowej powstały jeszcze inne kapliczki zbliżone architektonicznie do tych pierwszych ( ich wysokość wynosi ok. 2 do 2,5 m., szerokość ok. 1 do 1,15 m., w centralnej części nieco szersze, zwieńczone małym, spadzistym daszkiem, grubość ok. 1m.).
 
12 czerwca przybył do tego miejsca kardynał Kopp. Widząc mały, poalkantaryński klasztorek, nazwał go raczej gołębnikiem niż siedzibą zakonników. Dlatego wkrótce rozpoczęły się prace, których celem było zamienienie tego "gołębnika" na solidny, murowany klasztor, w którym bracia mogli zamieszkać 2 sierpnia 1900 roku. W tym też czasie otoczono murem ogród klasztorny.
W 1903 roku O. Benedykt Behr zaakceptował pomysł nauczyciela Filipa Robotta i zbudował "Grotę Lurdzką". Skała potrzebna do budowy groty została sprowadzona z Nadrenii, z okolic Ardenach. Z pozostałych kamieni przebudowano 14 stacji Drogi Krzyżowej na wzór groty.
3 marca, po uprzednim uzyskaniu i podniesieniu rezydencji w Prudniku - Lesie do rangi konwentu, zostaje wybrany Gwardian, który 1 maja 1904 roku uroczyście poświęcił wybudowaną grotę.
2 października 1918 roku powstał cmentarz klasztorny. Zaś w 1921 roku O. Gorgoniusz dobudowuje w klasztorze drugie piętro. W 1924 r. powstała organistówka.
 
Wojna i pierwsze lata po jej zakończeniu
 

Zakonnicy prudnickiego konwentu pozostali w nim przez cały okres II wojny światowej. Od grudnia 1944 r były widoczne oznaki zbliżającego się frontu. Całe grupy uciekinierów udawały się drogami bądź na zachód, bądź na południe do Czech. Boczne drogi były przemierzane przez kolumny jeńców obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Przedstawiały one opłakany widok.
Od marca do maja 1945 roku leśny klasztorek znajdował się na linii frontu. W tym czasie przybyli tam uciekinierzy oraz żołnierze niemieccy. W miarę posuwania się frontu jednak odeszli, pozostała tylko niewielka grupka. Na linii północ - południe, w kierunku Trzebinii prowadzony był ostrzał artyleryjski. Przez pewien okres w ogrodzie klasztornym, na wzgórzu, powyżej altanki żołnierze niemieccy ustawili działo, z którego ostrzeliwali okolicę.
22 marca o godz. 12.30 wycofali się z klasztoru żołnierze niemieccy, a już 10 min. Po nich zjawili się Rosjanie, strzelając bardzo mocno w przekonaniu, że Niemcy jeszcze się bronią. W ten sposób klasztor został zajęty przez Rosjan. Ludność, którą zastali w klasztorze ograbili z rzeczy wartościowych, następnie splądrowali klasztor. Zakonnicy i uciekinierzy tam przebywający zostali skierowani do Prudnika, a stamtąd na jakiś czas do miejscowości Strzeleczki.
Podczas działań wojennych 22 marca 1945 roku śmierć poniosło dwóch zakonników: O. Gregorius Simon i O. Albert Mrośnik. Różne są przypuszczenia na temat przyczyny ich śmierci. W tym czasie w budynek klasztorny trafiło 25 pocisków artyleryjskich. Ponadto cztery trafiły w dach kościoła lecz dzięki solidnemu belkowaniu nie przebiły go. W roku 1945 O. Paweł przystąpił do obudowy klasztoru. Przez kilka miesięcy ojcowie byli narażeni na utratę życia.
 
Uwięzienie ks. Kardynała Prymasa
 

1 października 1954 r. w klasztorze zjawili się ludzie z UB nakazując w ciągu dwóch godzin opuścić klasztor przez zakonników. Zarządzenie zostało wydane przez Prezydium Wojewódzkiej Rady narodowej w Opolu w dniu 30 września tegoż roku. Klasztor przeszedł pod zarząd wojska, zakonnicy ratowali co się dało, wszystko ładując na wozy i uchodząc do klasztoru w Borkach Wielkich. Wkrótce po opuszczeniu klasztoru przez franciszkanów przystąpiono do prac adaptacyjnych, których celem było zamienienie klasztoru na więzienie dla ks. Prymasa Wyszyńskiego. Pierwszym krokiem ku temu był zakaz zbliżania się ludności cywilnej do tego miejsca, nad czym czuwały posterunki wojskowe, których wartownię urządzono w dawnej organistówce.
 
Oto krótkie kalendarium uwięzienia ks. Prymasa:
 
* 25.IX.1953 r. - w sposób przypominający napad, w późnych godzinach nocnych (po 24.00) Prymas zostaje aresztowany i uwięziony. Ma to miejsce w Warszawie przy ul. Miodowej. Na znak protestu ks. Prymas nie zabiera ze sobą niczego oprócz różańca i brewiarza;
* 26.IX.1953 r. - zostaje przewieziony nocą do Rywałdu. Tam osadzony w klasztorze pokapucyńskim. Na ścianie celi własnoręcznie wydrapuje stacje Drogi Krzyżowej;
* 12.X.1953 r. (wieczorem) - przewieziony do Stoczka k. Lidzbarka Warmińskiego do klasztoru, który kiedyś należał do naszej Prowincji. Tam nastąpił akt duchowego oddania się Matce Bożej i pełnego zawierzenia Jej losu. Stamtąd wystosował memoriał do rządu, jako próbę osiągnięcia z nim porozumienia;
* 6.X.1954 r. - Prymas został przewieziony do Prudnika.
* 28.X.1955 r. - deportacja Kard. Wyszyńskiego do Komańczy;
* 28.X.1956 r. - po uprzednim przyrzeczeniu przez przedstawicieli rządu przywrócenia kościołowi w Polsce głównych praw i naprawienia krzywd Prymas powrócił, na prośbę władz, do Warszawy i objął wszystkie swoje funkcje kościelne.
 
Jak zaznaczono w kalendarium, 6.X.1954 r. o godz. 12.15 Prymas z towarzyszącymi mu osobami wyruszyli ze Stoczka do Kętrzyna, gdzie czekał na nich samolot. Wystartowano o godz. 12.00. Wszystko odbywało się tak by nikt nie wiedział kto jest przewożony. Specjalny samolot wojskowy wylądował na poligonowym lotnisku koło Nysy. Tutaj więźniowie byli zmuszeni czekać od godz. 15.00, kiedy wylądowano, do 18.00 czyli do czasu zapadnięcia zmroku. Około 45 min. Trwała podróż do klasztoru zamienionego na "obóz izolacyjny". Zarówno miejsce startu, jak i lądowania były gęsto obstawione żołnierzami.
 

Cela Prymasa Tysiąclecia Budynek klasztorny przystosowano do zadań jakie miał spełniać. Teren ogrodzono parkanami wys. 3,5 m., pomalowanymi na zielono. Zabezpieczono go siecią drutów kolczastych. Dookoła zasadzono szpaler świerków. W tym czasie budynek był jeszcze znacznie zniszczony po działaniach wojennych, odrapany dach, częściowo prowizoryczny. Całość otoczona wysokimi drzewami, spoza których nic nie było widać.Warunki mieszkaniowe były dość dobre w każdym razie lepsze niż w Stoczku. Także klimat był znacznie lepszy. Parter domu był przeznaczony na kuchnię i dla dozorców. Przy drzwiach wyjściowych znajdował się stolik, przy którym siedzieli "funkcjonariusze". Często leżały tam materiały prowokacyjne. Klatka schodowa była wspólna, więźniowie wychodzili tamtędy na ogród, zaś eskorta na dziedziniec zewnętrzny. Pierwsze piętro zajmował ks. Prymas i osoby towarzyszące. Wyżsi funkcjonariusze zajmowali drugie piętro. Korytarz na pierwszym piętrze został oddzielony od klatki schodowej przepierzeniem z desek oraz przegrodzony wzdłuż. Po prawej stronie urządzono prowizoryczną kaplicę i pokój stołowy. Tam też odbywały się przesłuchania. Po stronie lewej pierwsze pokoje zajmowali uwięzieni. Na końcu była łazienka i ubikacja. Pokoje zajmowali kolejno ks. Prymas, ks. Stanisław Skorodecki i S. Rodziny Maryi M. Leonia Graczyk. Ks. Skorodecki został dwa lata wcześniej skazany wyrokiem sądu na 10 lat więzienia za zorganizowanie pielgrzymki ministrantów. Przebywał w zakładzie karnym w Rawiczu. Został przewieziony do Stoczka w charakterze kapelana ks. Prymasa. Jednakże kard. Wyszyński przyjął go jedynie jako współbrata w kapłaństwie i współwięźnia. S. Leonia, skazana również na dwa lata, wcześniej na siedem lat więzienia, przebywała w zakładzie karnym w Grudziądzu. Została oddana do pomocy ks. Prymasowi razem z ks. Skorodeckim w Stoczku Warmińskim. Po opuszczeniu Prudnika, w przeciwieństwie do ks. Stanisława, nie była już w Komańczy.
Druga, odgrodzona strona korytarza była niedostępna dla więzionych. Od zewnątrz okna znajdujących się w tej części pokoi były pozabijane deskami. Dochodziły stamtąd jedynie odgłosy rozmów funkcjonariuszy UB. Najprawdopodobniej mieli tam zainstalowane aparaty rejestrujące urządzeń podsłuchowych, jakie zostały zainstalowane w futrynach cel więźniów.
 

"Stąd nie można zobaczyć żywej duszy.(...) Oglądamy jedynie skrawek nieba i to wszystko" - zapisał ks. Prymas. Okno Prymasa było zaklejone papierem. Całość miała charakter bardziej izolowany niż w Stoczku. Pod parkanami zewnętrznymi i po korytarzach chodzili funkcjonariusze UB. Ale korytarz kas. Prymasa był przez nich odwiedzany tylko "służbowo". Załogę stanowiło 30 osób.
Osobom uwięzionym wolno było spacerować po ogrodzie. Trudność szczególnie po deszczach i zimą sprawiała pochyłość terenu. Tym niemniej warunki lepsze były niż w Stoczku.. Dom był suchy, o widnych oknach starannie pozasłanianych firankami i storami, a przed włączeniem światła należało je zasłonić. To wszystko po to, żeby pilnujący obiektu żołnierze nie wiedzieli kto w domu przebywa.
Życie trojga zamkniętych ludzi upływało na modlitwie w atmosferze wspólnoty chrześcijańskiej. Porządek dnia nie ulegał zmianom, a był następujący:
 
* 5.00 - Wstawanie
* 5.30 - Modlitwa brewiarza i modlitwy poranne
* 5.45 - Rozmyślanie
* 6.15 - Anioł Pański
* 6.30 - Pierwsza Msza św.
* 7.15 - Druga Msza św.
* 8.15 - Śniadanie
* 8.45 - Brewiarz i różaniec
* 9.15 - Praca nad książką
* 11.15 - Przesłuchanie
* 13.00 - Obiad
* 13.30 - Spacer i czas wolny
* 15.00 - Nieszpory i różaniec podczas spaceru
* 15.30 - Praca nad książką
* 18.15 - Brewiarz
* 19.30 - Kolacja i lektura niemiecka
* 20.00 - Różaniec i modlitwy wieczorne, śpiewy kościelne
* 20.45 - Praca, lektura, spoczynek
 

W niedziele i święta porządek był prawie taki sam, z tą różnicą, że cała trójka spotykała się na wspólnym śpiewaniu, rozmowach i lekturze. Boże Narodzenie odbyło się bardzo rodzinnie, z wigilią, opłatkiem i choinką. Robili wszystko by żyć życiem Kościoła. Mogli poruszać się tylko po wewnętrznym ogrodzie, nie mogli się jednak z nikim spotykać. Korespondencja i paczki były doręczane, listy zawsze ocenzurowane, często (szczególnie paczki) umyślnie doręczano z opóźnieniem.
 
W czasie pobytu w Stoczku zdrowie, zawsze słabe u ks. Prymasa, uległo znacznemu pogorszeniu. Po przyjeździe do Prudnika ten stan nie postępował lecz także nie było widać poprawy. Dlatego w dniach 21-22.XII.1954 r. ks. Prymas był poddany badaniom lekarskim w Opolu. Leczył też zęby. Do Opola był przewożony samochodem pod osłoną nocy. Mimo, że ks. Prymas odczuwał dolegliwości, wynik badań, jak na urągowisko, był następujący: "człowiek zupełnie zdrowy". Prymas nigdy dotąd nie otrzymał takiej diagnozy. Była to więc kolejna forma szykan. Podczas pobytu ks. Prymasa w Prudniku, ciężko zachorował jego ojciec. Było to w lutym 1954 roku. W tej sprawie skierował pismo do Rady Ministrów PRL, by uzyskać zezwolenie na widzenie się z ojcem. Jednakże nie otrzymał tego zezwolenia. Nawet nie uzyskał tego, żeby ojciec mógł otrzymywać od niego listy, a nie jak to było praktykowane, żeby były tylko odczytane. W sierpniu 1955 r. władze zaproponowały ks. Prymasowi możliwość dobrowolnego zamieszkania w izolacji klasztornej na stałe, ze znacznym poszerzeniem swobody, za cenę zrzeczenia się pełnionych dotąd funkcji kościelnych. Kard. Wyszyński odrzucił tę propozycję. Uważając, że nie ma prawa do podejmowania takich decyzji.
 
Podczas pobytu w Prudniku ks. Prymas kontynuował rozpoczętą już w Stoczku pracę nad rozmyślaniami na temat roku liturgicznego, jak i późniejszymi "Listami do moich kapłanów". Taka praca bez odpowiedniej literatury i pomocy była bardzo uciążliwa. Z czasem rodzina dostarczała mu niektóre pozycje książkowe.
 

Z górą roczny pobyt (rok i 22 dni) kard. Wyszyńskiego w Prudniku upłynął mu na rozmyślaniach i modlitwie. Uczył się od swojej Matki, Matki Jezusa, ciągłego poddawania się woli Bożej. Uczył się cichego cierpienia, Bożego zwyciężania świata. I w końcu odniósł to zwycięstwo. Poddając się woli Bożej nie uległ zgodzie na bezprawie. Przez trzy lata odrzucał i odpierał ataki mające na celu zmuszenie go do oderwania Kościoła w Polsce od jedności z Rzymem i utworzenie Kościoła narodowego, podległego władzy państwowej. W dalszej perspektywie Kościół w Polsce miał podzielić los Kościołów państw bloku wschodniego (CSRS czy Węgry). Cały czas ks. Prymas walczył o prawa ludzkie: do wolności osobistej, do wolności myśli, do możliwości bezpośredniego kontaktu z najbliższymi, o prawo do leczenia się, walczył o powrót na swoją stolicę prymasowską w Warszawie.
Przez postawę pełną mądrości Bożej, godności i miłości do nieprzyjaciół, to co miało usunąć Prymasa z życia publicznego kraju, wyniosło go na wyżyny. Niewielu było mu równych w historii Polski.
Dnia 28.X.1955 r., o godz. 4.30 odprawił Mszę św. ku czci Matki Bożej, o godz. 6.00 został przewieziony do kolejnego miejsca odosobnienia - do Komańczy.
 
Najnowsza historia Klasztoru
 
Dalsze losy klasztoru są smutne lecz widoczna jest opieka św. Józefa - jego patrona, dzięki której nie udało się zniszczyć tego miejsca jako źródła emanującego żywą wiarą i pobożnością, nie udało się także usunąć franciszkanów, którzy głęboko zapuścili tam swoje korzenie.
Po wywiezieniu ks. Prymasa Wyszyńskiego, wojsko w kooperacji z Ministerstwem Zdrowia przystąpiło do przeprowadzenia szeregu "prac adaptacyjnych", których celem było zamienienie obiektu na prewentorium dla dzieci (wojskowych).
Owe "adaptacje" polegały przede wszystkim na bezdusznym i systematycznym niszczeniu wszelkich śladów kultu religijnego. Usunięto przedmioty kościelne: witraże, organy, ołtarze, ambonę, ławki, konfesjonały, Drogę Krzyżową z kościoła, figury świętych, wieczne lampki (były dość dużych rozmiarów), figury z grobu Pana Jezusa i stajenki, obrazy, szafy z zakrystii (rzeźbione, z drewna dębowego), ok. 30 sztuk lichtarzy. Zostały zdewastowane stacje Drogi Krzyżowej z lasu, rozbito trzy postacie z XII stacji, wykonane z mosiądzu (szczątki znaleziono w lesie), Wnętrze koscioła zniszczono ołtarz z groty, zburzono przedsionek kościoła i wieżę kościelną. W kościele zerwano posadzkę, powybijano drzwi z korytarzy klasztornych do kościoła, przebito 23 otwory okienne, chcąc przebudować kościół na świetlicę. Część przedmiotów została wywieziona na probostwo do Brzegu, a stamtąd do kurii wrocławskiej. Przy tych przenosinach nie obyło się bez rozproszenia części przedmiotów. W części pomieszczeń urządzono magazyny pilnowane przez wojsko, aż do całkowitego wyprowadzenia się stamtąd nieproszonych gości.
W wyniku przemian jakie przyniósł rok 1956 delegacja z Prudnika udała się do władz wojewódzkich w Opolu i odpowiednich ministerstw w Warszawie z żądaniem wstrzymania przebudowy i zwrócenia obiektu jego prawowitym właścicielom. 29.XII. 1956 r. przybyły na miejsce komisje WRN i ministerstw i dekretem Prezydium WRN z dn. 31.XII.1956 r. postanowiono zwrócić obiekt franciszkanom.
 

W związku z tym kronikarz klasztorny zapisał: " W tym oddaniu tkwiło naprawdę wstawiennictwo św. Józefa, bo wystarczyłoby zaledwie kilka dni zwłoki, a nie byłoby najmniejszego śladu po klasztorze franciszkańskim, bo w marcu 1957 r. wyszła o następującej treści: obiekty kościelne i zakonne będące w posiadaniu Państwa trwają nadal w jego posiadaniu".
4.I.1957 r. z polecenia O. Prowincjała Ambrożego Lubika przybywają O. Hipolit z braćmi Meinradem, Pawłem i Jackiem, którzy przygotowali najpierw kaplicę i cele do mieszkania, później postawiono ołtarz w grocie. 1 maja odprawiono tam Mszę s. Kontynuowano prace nad naprawą wyrządzonych szkód. 12 maja 1957 roku kapituła powołała O. Oswalda Otrząska na prezesa klasztoru. On też wkrótce udał się na poszukiwanie wywiezionych rzeczy. Odnalazł wszystko poza obrazem św. Józefa, ławkami kościelnymi i szafami z zakrystii. Po trzech latach wytężonej pracy klasztor i kościół stanęły w odnowionej szacie, jakiej nigdy dotąd ponoć nie miały.
 
W latach 1961 - 1966 mieścił się tutaj nowicjat dla braci nie - kleryków. 25.XII.1966 r. ktoś próbował rozbić figurę Matki Bożej w grocie. Na szczęście nie została zbyt mocno uszkodzona, Br. Leonard z pomocą pewnego pana z Prudnika zdołał ją odnowić. W roku 1969 przeprowadzony został remont groty i XIV stacji Drogi Krzyżowej. Rok wcześniej zradiofonizowano kościół i plac przed grotą.
 

Od roku 1967 prudnicki klasztor jest miejscem rekolekcji dla zakonników franciszkańskich Prowincji św. Jadwigi. W latach 1961-66 mieścił się tu nowicjat zakonny. 8 V 1983 r. odbyła się uroczystość poświęcenia pomnika Prymasa Tysiąclecia pod przewodnictwem prymasa Glempa, zaś 8 III 1996 r. bp. Alfons Nossol erygował sanktuarium św. Józefa. 25 VII 1998r. poświęcono dzwonnicę i dzwon, dar parafii Rudniczka [600kg].
W kwietniu 2005 r. poświęcona została tzw. Aleja Wilka z Gubbio, która ilustruję historię św. Franciszka z tym zwierzęciem. Zdobią ją obrazy wykonane przez dzieci z Prudnika.
 
***
 
Odpusty w sanktuarium:
  • Niedziela po 9 marca – ku czci św. Józefa Oblubieńca
  • 1 maja – zlot Józefin i Józefów (św. Józefa Rzemieślnika)
  • Niedziela po 2 sierpnia – ku czci MB Anielskiej z Porcjunkuli
  • Niedziela po 4 października – ku czci św. Franciszka; nabożeństwo szacunku dla zwierząt
 
Celę Prymasa można zwiedzać codziennie, z wyjątkiem Mszy św. bądź nabożeństwa.
 
Ciekawe linki:
 
 





Dodaj komentarz do tej strony:
Twoje imię:
Twój adres email:
Twoja wiadomość:

Reklama
 
 

Czekamy na wasze zaproszenia
 
 
 
jesteś 112475 odwiedzający (274029 wejścia) Zapraszamy ponownie
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=